W okładkowym artykule Marcina Wilkowskiego z nowego numeru Tygodnika Powszechnego chyba po raz pierwszy w tym piśmie pada nazwa "Fediwersum" 😉
>>
Kilka dni temu na koncie w rozproszonej sieci Fediwersum, otwartej alternatywy dla Twittera/X, gdzie użytkownicy mają szansę poczuć się podmiotowo traktowani, znalazłem bota Medieval Illumination, który raz dziennie udostępnia miniatury zebrane kiedyś przez Łukasza Kozaka w ramach projektu „Discarding Images”.
Szkoda oczywiście, że kryzys wielkich platform odbiera instytucjom kultury przestrzenie, w których mogłyby upowszechniać swoje zbiory, zwłaszcza w taki codzienny i bezpośredni sposób. Wciąż próbują to robić na Facebooku czy Instagramie, ale nie mogą mieć pewności, że ich wpisy zobaczą nawet ci użytkownicy, którzy wprost wyrazili kiedyś zainteresowanie poprzez kliknięcie „obserwuj”.
Wszystko to jednak dzieje się przy rosnącej liczbie dostępnych online zasobów kultury i dziedzictwa – według danych GUS w 2024 r. liczba obiektów zdigitalizowanych tylko przez polskie biblioteki wzrosła o 5,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.
Czy zanurzając się w tę nową przestrzeń można poczuć jakąś nadzieję, że internet – także w jego warstwie społecznościowej – ma jeszcze przyszłość? Bez centralnego zarządzania, jak to było nam obiecane na początku lat 90., z podmiotowym traktowaniem użytkowników i etycznymi algorytmami?
Jeśli chcemy taką nadzieję pielęgnować, powinniśmy zrezygnować ze schematów, które wbiły nam do głowy dekady zabójczej konkurencji na rynku komercyjnych platform, portali i usług online oraz opowieści heroiczne o Zuckerbergu czy Musku, które właśnie upadają. Fediwersum nie musi stać się monopolem, żeby ostatecznie wygrać. Być może już nigdy nie będzie „tej jednej wielkiej platformy”.
<<
https://www.tygodnikpowszechny.pl/czy-internet-dla-ludzi-ma-przyszlosc-szukamy-sladow-zycia-w-sieci-przejetej-przez-boty-192814 (paywall, jeden artykuł gratis po zalogowaniu)